czwartek, 2 kwietnia 2015

Niczym mrówki... - "Pod kopułą" Stephena Kinga

źródło: www.proszynski.pl
„Pod kopułą” to książka smutna. Wciągająca jak cholera, ale smutna. Ilość bohaterów i nazwisk, małomiasteczkowość, sama mieścina – przypominały mi „Trafny wybór” Joanne K. Rowling. Ale tyle podobieństw. Książka Rowling dotyczyła czegoś innego, ale pewne elementy są wspólne, choćby walka o władzę wśród niewielkiej społeczności.
King stworzył dzieło, od którego nie można się oderwać. Zanim zabrałam się za książkę, przejrzałam opinie innych czytelników. Jednych książka zachwyciła, innych wręcz przeciwnie – uważają, że to jedno z najgorszych dzieł Króla grozy. „Pod kopułą” z pewnością nie jest typowym horrorem, raczej thrillerem z elementami dramatu. Mimo to, trzeba przyznać, książka po prostu wciąga, nie można się od niej oderwać.
Trudno wskazać jednego bohatera. W centrum wydarzeń znajduje się przede wszystkim Dale „Barbie” Barbara, były żołnierz i wojenny weteran, tymczasowo kucharz w lokalnym barze w Chester's Mill. Kiedy próbuje wydostać się z miasta, okazuje się, że wzdłuż granic znajduje się szklana ściana. Jeszcze później wychodzi na jaw, że to nie ściana, a kopuła, która okala miasto. Barbie, dosłownie, zaczyna walkę o przetrwanie. Podpadł bowiem synowi Jamesa Renniego, Juniorowi, a James „Duży Jim” Rennie trzęsie miastem. Teoretycznie jest zaledwie wiceprzewodniczącym Rady Miasta, w rzeczywistości jednak to właśnie on dzierży władzę w Chester's Mill. Kiedy klosz opada na miasteczko, Duży Jim pokazuje swoją prawdziwą twarz i działa ze zdwojoną siłą.
Tytułowa kopuła nad Chester's Mill na jednym z plakatów promujących serial "Pod kopułą" (emisja od 2013 roku).
Źródło: www.swiatseriali.pl
Jak to zwykle w tego typu pozycjach bywa, obserwujemy nie tylko to, jak radzą sobie ludzie w nietypowej sytuacji, ale przede wszystkim jak zaczynają ze sobą rywalizować, jak się do siebie odnoszą, jak wychodzi z nich ich prawdziwy charakter. Obok Barbiego poznajemy m.in. Julię Shumway, dziennikarkę i wydawczynię lokalnej gazety, Erika „Ryżego” Everetta, asystenta medycznego, oraz jego rodzinę: żonę Lindę i córeczki; dalej mamy: Piper Libby, wielebną Pierwszego Kościoła Kongregacyjnego, Petera Randolpha, nieudolnego zastępcę komendanta, Andy'ego Sandersa, przewodniczącego Rady Miasta... I można by tak wyliczać i wyliczać, bo bohaterów w „Pod kopułą” jest naprawdę wielu, każdy inny, każdy wprowadza do książki coś innego, zachowanie każdego nie do końca jest przewidywalne. Mamy dobrych, złych i – jak to zwykle u Kinga bywa – pośrednich.
Przede wszystkim jednak, powieść Kinga to wielka metafora. Nie chcę zdradzać zakończenia, ale wszystko sprowadza się do... człowieczeństwa. Mimo chaosu, cierpienia, lęku i śmierci najważniejsze jest, aby pośród tego wszystkiego nie zamienić się w bezlitosne zwierzę. Dzieło Kinga może przerażać grubością, ale w trakcie czytania nie czuje się tego. Co więcej – pod zgrabnie napisaną historią kryje się wielka prawda: w ekstremalnych warunkach, z ludzi wychodzi to, co w rzeczywistości w nich tkwi. I jeszcze jedno – że role czasami się odwracają: czasami to ludzie stają się mrówkami, nad którymi można się pastwić.

Pod kopułą, Stephen King, tłum. Agnieszka Barbara Ciepłowska i Tomasz Wilusz, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010.
[Kostek]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz