wtorek, 21 kwietnia 2015

Trzech panów w Afryce (nie licząc wuwuzeli) - "Trębacz z Tembisy" Wojciecha Jagielskiego

źródło: www.znak.com.pl
Wojciech Jagielski ma w swoim dorobku książki niezwykłe. Czytałam „Wypalanie traw”, które uważam za książkę wyśmienitą. A teraz udało mi się przeczytać „Trębacza z Tembisy”, niezwykłą opowieść o trzech równie nieprzeciętnych postaciach. Motywem przewodnim „Trębacza...” (co zresztą zdradza podtytuł książki) jest chęć spotkania się dziennikarza z Nelsonem Mandelą. Książka staje się zapisem drogi do Mandeli, Jagielski pisze o przeszkodach, które go spotykały, kulcie, który otaczał polityka, pisze także o ludziach bliskich Mandeli oraz o zwykłych mieszkańcach Afryki.
Sama historia Nelsona Mandeli jest niezwykła, a opisywana z perspektywy Polaka nabiera dodatkowej głębi. Jagielski patrzy na wszystko obiektywnie, sypie faktami, nie znajdziemy w tej książce zbędnych emocji. Bo znany nam reporter i publicysta odziera Mandelę z wszechobecnego zachwytu, pokazuje nam zwykłego, zmęczonego, zapracowanego człowieka. Nie mamy w książce kultu Mandeli, tylko zapis jego poczynań, niektórych istotnych, innych mniej ważnych. Choć dla mieszkańców Afryki Mandela był symbolem, to Jagielski przedstawia go jako normalnego człowieka, ale o niesamowicie silnym charakterze.
Wspomniałam, że książka dotyczy trzech osób. Drugim bohaterem „Trębacza...” jest Freddie „Saddam” Maake, twórca i propagator słynnych wuwuzeli. Tak, dokładnie, tych trąbek, które stanowiły symbol piłkarskich Mistrzostw Świata w 2010 roku. Saddama poznajemy w tej książce chyba najlepiej. Jagielski opisuje jego życie, rodzinę, pomysły, ogromną miłość do piłki nożnej – czytelnik bez trudu dostrzega podobieństwo losów Saddama i Mandeli. Obaj poświęcili się pewnej idei, obaj nie mieli wpływu na wychowanie swoich dzieci... Zarówno Maake, jak i Mandela ponieśli pewne straty, których nie udało się nigdy w żaden sposób odzyskać.
A poniżej Saddama można nie tylko zobaczyć, ale i posłuchać :)

Trzecia istotna postać to sam Jagielski. Dzięki jego przemyśleniom widzimy jak ciężki jest wysiłek dziennikarza i korespondenta wojennego. Jagielski rozlicza się w niej ze swojej pracy, podsumowuje ją, wspomina wiele innych wypraw, m.in. do Gruzji czy Rosji, zdradza tajniki swojego fachu. Zapewne świetnym uzupełnieniem tego wątku byłaby książka „Miłość z kamienia” Grażyny Jagielskiej, żony autora „Trębacza z Tembisy”, w której opisuje ciężkie życie z reporterem i obserwatorem wojennym. 
Warto sięgnąć po „Trębacza...”. Książka spodoba się nie tylko osobom, które już Jagielskiego znają, ale także tym, którzy po prostu lubią ten gatunek prozy. Bo „Trębacz...” trzyma poziom, jest świetnie napisany, czuje się ten „afrykański” klimat. I zdecydowanie polecam osobom, które chcą zacząć Jagielskiego czytać, ale nie wiedzą, od czego zacząć.

Trębacz z Tembisy: Droga do Mandeli, Wojciech Jagielski, Znak, Kraków 2013.

[Kostek]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz