niedziela, 20 września 2015

Trylogia "Stulecie" - Ken Follett

źródło: www.wydawnictwoalbatros.com
Trylogia „Stulecie” Kena Folletta, w skład której wchodzą trzy powieści: „Upadek gigantów”, „Zima świata” i „Krawędź wieczności”, to olbrzymie, wręcz gargantuiczne, dzieło, które zabierze nam masę czasu (lub, jak kto woli, zapełni wiele jesiennych wieczorów). To moje pierwsze zetknięcie z twórczością tego brytyjskiego pisarza, ale mam nadzieję, że nie ostatnie.
Wszystkie 3 książki napisane są tak sprawnie, że nie wiem kiedy skończyłam czytać. Ogólnie rzecz ujmując, „Stulecie” opowiada o kilku rodzinach: amerykańskiej, niemieckiej, rosyjskiej, angielskiej i walijskiej, które zostały wplątane w wir historii. Bo tak naprawdę główną rolę w „Stuleciu” pełni właśnie historia.
Wszystko zaczyna się w „Upadku gigantów” od trzynastoletniego Billy'ego, który dokładnie 2 czerwca 1911 roku (czyli w dzień koronacji Jerzego V) wybiera się na swoja pierwsza szychta do walijskiej kopalni. Poznajemy trudne warunki pracy młodych Walijczyków, ogromne różnice między warstwami społecznymi (które będziemy obserwować także w wątkach dotyczących XX-wiecznej Rosji), przybliżone nam zostają, często niełatwe, relacje rodzinne.
źródło: www.wydawnictwoalbatros.com
I teraz będzie spoiler. No, taki w sumie nie do końca. Jak łatwo się domyślić – skoro trylogia nazywa się „Stulecie”, to wydarzenia wszystkich tomów mieszczą się właśnie na przestrzeni jednego wieku. Cykl kończy się w „Krawędzi wieczności” na roku 2008, kiedy to Barack Obama zostaje prezydentem USA. I to mi trochę zepsuło odbiór całej książki. We wcześniejszych rozdziałach trzeciego tomu obserwujemy upadek komunizmu, ciężkie życie w NRD, proces pierestrojki... A monumentalna powieść kończy się wyborem czarnoskórego prezydenta – symboliczny, ważny fakt, jasne, wiem, że jeden z głównych bohaterów walczył o prawa Murzynów i rozumiem, dlaczego tak ważne i wzruszające było dla niego to wydarzenie. Jako Polka muszę jednak przyznać, że klęska komunistów, pierwsze wolne wybory w 1989 roku czy zburzenie Muru Berlińskiego były dla mnie po prostu nieco ważniejsze. Aczkolwiek rozumiem, że z punktu widzenia Amerykanina, zakończenie z Obamą jest... hmm... bardziej wzniosłe? Tak, chyba to określenie pasuje najbardziej.
źródło: www.wydawnictwoalbatros.com
Jedno trzeba Follettowi przyznać – niesamowicie oddaje nastrój chwili. Koniec I wojny światowej, połączenie się rodzin po upadku Muru, nadzieje wielu bohaterów na lepsze czasy – czasami łzy same cisnęły się do oczu. Follett z pewnością umie odmalować to, co siedziało w ludziach, gdy dowiadywali się o końcu wojny czy śmierci bliskiej osoby. Porusza ogrom różnorakich wątków: od politycznych po społeczne. Mamy do czynienia nie tylko z historią i polityką, ale także, między innymi, z problemami rodzinnymi.
Jeszcze kilka słów o sprawie polskiej. II wojna światowa – rola Polski została w trylogii zbagatelizowana i zmarginalizowana. No, trochę przykre, ale ok, trudno, wśród głównych bohaterów nie ma Polaków, trzeba więc przyjąć na klatę, że w książce jedna z postaci stwierdza, że dopiero Rosjanie są pierwszym narodem, który podejmuje walkę z nazistami. Życie. ALE! I tu trzeba się cieszyć – Follett oddał (zasłużenie zresztą przecież) dużą rolę Polaków i Węgrów w obalaniu komunizmu w Europie. Mamy więc Annę Walentynowicz, mamy Lecha Wałęsę, mamy Solidarność, mamy Okrągły Stół i pierwsze wolne wybory 4 czerwca 1989.
Mimo wszystko, warto „Stulecie” przeczytać. Książki są świetnie napisane, niektóre wątki można uznać za naciągane, ale za to inne chwytają za serce (postać Ethel mnie urzekła, świetnie poprowadzona przez wszystkie tomy!), naprawdę zaczynamy dostrzegać jak bardzo wojny i polityczne decyzje wpływały na życie zwykłych ludzi.

Trylogia „Stulecie”:
1. Upadek gigantów
2. Zima świata
3. Krawędź wieczności
Ken Follet, tłum. Grzegorz Kołodziejczyk i Zbigniew A. Królicki, Albatros, Warszawa 2010, 2012, 2014.

[Kostek]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz