czwartek, 15 października 2015

10 faktów z życia Brzechwy...

Jan Brzechwa
źródło: pl.wikipedia.org
Ręka do góry, kto nie zna „Akademii Pana Kleksa”, „Przygód Pchły Szachrajki” albo „Kaczki Dziwaczki”. Może się wydawać, że każdy z nas może wymienić choć kilka tytułów albo bohaterów z wierszy Jana Brzechwy, który zakorzenił się w polskiej literaturze jako niesamowity autor utworów dla najmłodszych. Trzeba jednak wiedzieć, że był także satyrykiem, prawnikiem i tłumaczem! Tak, wiem, że można odpalić sobie biografię Brzechwy na Wikipedii, ale i tak chcę Wam przedstawić kilka ciekawych faktów z życia poety, o których wyczytałam. A trzeba Wam wiedzieć, że Mariusz Urbanek wykonał kawał dobrej roboty. „Brzechwa nie dla dzieci” jest świetnie napisaną biografią – autor podszedł do tematu szczegółowo, konkretnie, bez lania wody. Mimo że jestem po polonistyce, to muszę przyznać, że wielu rzeczy o Brzechwie nie wiedziałam! Ale na swoją obronę powiem, że pisałam magisterkę z romantyzmu... ;)
1. Brzechwa to pseudonim
A konkretnie – jeden z paru pseudonimów, choć z pewnością najbardziej znany. Brzechwa to nic innego jak część strzały, a dokładnie pręt, na którym osadzony jest bełt. Inne pseudonimy poety to Szer-Szeń (zapożyczony od tytułu powieści „Szerszeń” Ethel Voynich) oraz Inspektor Brzeszczot (wykorzystywany głównie przy utworach kabaretowych). Skoro jest pseudonim, to musiało być inne, prawdziwe, nazwisko. W rzeczywistości Jan Brzechwa nazywał się Jan Wiktor Lesman. I to nazwisko z pewnością kojarzy się z bardziej miękko brzmiącym Leśmianem. I słusznie, ponieważ...
2. Brzechwa był kuzynem Bolesława Leśmiana
Tak, TEGO Leśmiana, autora „Dziejby leśnej” czy „Łąki”. Ojcowie obu poetów było braćmi. Krótko mówiąc: mieli wspólnego dziadka, Bernarda Lesmana. Bliskie pokrewieństwo bywało dla Brzechwy uciążliwe, ponieważ często jego twórczość była porównywana do utworów szanowanego wówczas kuzyna. Ale Brzechwa nigdy się tym nie załamał, wręcz przeciwnie – szukał swojego własnego „ja” w polskiej literaturze.
3. Brzechwa był jednym ze współzałożycieli ZAiKS-u
ZAiKS, pierwotnie ZAK (Związek Aktorów Kabaretowych), powstał w marcu 1918 roku. Nazwa, którą znamy dziś, czyli Związek Artystów i Kompozytorów Scenicznych, pojawiła się we wrześniu 1919. Organizację założyli m.in. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Konrad Tom czy Jan Stanisław Mar. Początkowo ZAK miał chronić prawa autorskie do tekstów, które powstawały dla teatrów rewiowych i kabaretów. Z racji tego, że programy tychże zmieniały się dość często, co kilka tygodni, autorzy musieli pisać bardzo dużo, na dodatek za stosunkowo niewielkie pieniądze. Nawet jeśli jakiś skecz, piosenka czy inny utwór spodobały się i pojawiały w kolejnych programach, to autor i tak dostawał tylko jedną zapłatę. Dla porównania – w tym czasie na zachodzie Europy obowiązywały już tantiemy, więc najlepsi i najbardziej uznani autorzy zarabiali spore pieniądze. Oczywiście, nie trzeba chyba mówić, że początkowo właściciele teatrów i zleceniodawcy nie mogli uwierzyć w to, że autorom należą się jakieś honoraria. ZAiKS określał minimalną stawkę i starał się, aby autorzy byli sprawiedliwie opłacani za swoją pracę.
Pierwszy przewodniczący ZAiKS-u Kazimierz Wroczyński wspominał, jak zareagował dyrektor Filharmonii Warszawskiej, do którego zadzwonił w sprawie tantiem należnych twórcom wykonywanych kompozycji.Filharmonia od początku swego istnienia nigdy nie płaciła żadnych tantiem żadnym kompozytorom, uważając, że robi im już dostateczną reklamę, grając ich kompozycję – oświadczył dyrektor i zakończył rozmowę.*

Do tego dochodziła nieufność samych autorów, którzy czasami woleli dogadywać się z właścicielami teatrów na własną rękę.
Co dokładnie robił tam autor „Na wyspach Bergamutach”? Był prawnikiem. I...
4. Brzechwa reprezentował poszkodowanych autorów muzyki w głośnym procesie o prawo autorskie w dziedzinie filmu dźwiękowego
I proces ten wygrał. Był to ogromny sukces, co więcej był to pierwszy taki wyrok w Europie. I ta sprawa stała się przełomem jeśli chodzi o respektowanie praw autorskich w Polsce. Po ukazaniu się relacji z tego procesu, Brzechwa został został także korespondentem prawniczych pism zagranicznych.
5. Najgłośniejsza sprawa Brzechwy toczyła się o... poezję Norwida
W latach 1935-37 Jan Lesman (bo przed sądem nie używał przecież żadnego z pseudonimów), reprezentował Zenona Przesmyckiego-Miriama przeciwko Tadeuszowi Piniemu. Przesmycki zarzucił Piniemu, że bezprawnie wydał on twórczość Norwida. Różnica między panami była taka, iż Przesmycki wydawał utwory Norwida za zgodą rodziny zmarłego poety. Jako że był jego ogromnym wielbicielem (zresztą do dziś uchodzi za odkrywcę poezji Norwida), wydawał tomy wierszy „drogo i snobistycznie”.* Natomiast Pini, też zresztą krytyk, a także historyk literatury, bez niczyjej zgody opublikował antologię wierszy Norwida – szybko, tanio, byle jak. W swojej antologii zamieścił nie tylko wiersze, do których prawa już wygasły, ale – niestety – także te utwory, do których prawa miał Zenon Przesmycki-Miriam, był on bowiem upoważniony przez rodzinę Norwida. I się zaczęło... Proces trwał 2 lata, było o nim bardzo głośno, pisały o nim wszystkie gazety. Finalnie – Sąd Najwyższy w lutym 1937 roku skazał Piniego na grzywnę i zapłatę Przesmyckiemu tzw. pokutnego. Podczas tej sprawy Brzechwa zasłynął z przepięknej mowy, którą wygłosił w obronie spuścizny Norwida właśnie przed Sądem Najwyższym. Niestety, tekst przemowy się nie zachował, znamy jedynie relacje ludzi, którzy byli zachwyceni słowami mecenasa Lesmana.
6. „Akademia Pana Kleksa” powstawała, gdy na świecie szalała II wojna światowa
Dlatego też krytycy do dziś spierają się, czy książka nie jest metaforą wydarzeń z lat 1939-45. Czy w istocie tak jest? Tego na 100% nie wiemy. Ale trzeba przyznać, że atak wilków na królestwo szpaka Mateusza (wówczas królewicza), brak ratunku (nawet od sióstr Mateusz nie otrzymuje pomocy), wielu czytelnikom przypominało losy Polski we wrześniu 1939. Krytycy za to zgodni są co do tego, że Kleks ma cechy ojca Brzechwy, natomiast jego najukochańszy uczeń, Adaś Niezgódka, to sam poeta.
Plakat z 1983 roku.
źródło: www.filmweb.pl
7. Brzechwa pisał propagandowe wiersze socjalistyczne
Choć sam do partii nie należał, to systemu bronił. Najwięcej tego typu utworów ukazało się w latach 50. XX wieku. Trzeba jednak pamiętać, że pisał także satyryczne i ironiczne wiersze wymierzone w cenzurę, powojenną rzeczywistość, drwił z komunistycznych absurdów i ideologii.
W 1946 roku wszedł w polemikę z Marianem Hemarem, poetą, dramaturgiem i satyrykiem. Zaczęło się od wiersza pt. „Gryps do Jana Lechonia”, w którym Brzechwa ironizuje na temat komunistycznego życia w powojennej Polsce, wyśmiewa obawy ludzi znajdujących się na emigracji, przerysowuje strach siedzący w ludziach. Nieoczekiwanie, na wiersz ten odpowiada Hemar, który czuje się dotknięty tym, że Brzechwa szydzi z tych, którzy nie chcą wracać do kraju. W wierszu „Odpowiedź”, który ukazał się w londyńskim „Dzienniku Polskim”, wprost pisze do Brzechwy – że jeśli jego utwór ukaże się w polskim czasopiśmie to wraca bez wahania. Chce tym pokazać jak bardzo prawnik Lesman myli się porównując oba systemy – zachodnią demokrację i Polskę komunistyczną. Wszak w Polsce Ludowej można szydzić – ale z Zachodu i emigrantów. W Polsce Ludowej istnieje wolność słowa – ale na cenzurowanym. Polska Ludowa to ostoja bezpieczeństwa – ale tylko dla tych, którzy z tym systemem trzymają. Polska Ludowa swojej szansy jednak nie wykorzystała – utworu Hemara bowiem nie wydrukowała. I choć Brzechwa napisał potem odpowiedź, to Marian Hemar nie zareagował. Bo i po co, skoro jego odpowiedzi nie będą ukazywać się na łamach polskiej prasy...
Nie można jednak Brzechwie odmówić patriotyzmu – walczył nie tylko w 1918 roku, ale także w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920. Pisał też bardzo entuzjastyczne wiersze o Piłsudskim. Czy Brzechwa pisał wiersze prokomunistyczne dla pieniędzy, dla świętego spokoju, a może po prostu naprawdę wierzył w system? Tego już się nie dowiemy, ale pamiętajmy, że życie tuż po okupacji niemieckiej przyniosło nową rzeczywistość, dla wielu Rosjanie byli wyzwolicielami...
8. Wraz z Janem Batorym stworzył scenariusz do filmu „O dwóch takich, co ukradli księżyc”
Tak, tak, dokładnie ten, w którym główną rolę grali bracia Kaczyńscy. Film wszedł na ekrany w 1962 roku.
9. Podobno film na podstawie „Akademii Pana Kleksa” miał powstać w Hollywood
Niestety, Brzechwa nie doczekał się ekranizacji książek o Ambrożym Kleksie. W jednym z wywiadów zdradził, że powieść miała być filmowana w Hollywood, a scenariusz podobno przygotowany był przez aktorkę i pisarkę, Erikę Mann, córkę Thomasa Manna. Do stworzenia amerykańskiego Pana Kleksa nie doszło, ponieważ Brzechwa nie przyjął warunków – miał przybrać bardziej międzynarodowy pseudonim i nie rozgłaszać, że film jest adaptacją polskiej książki. Trudno powiedzieć, na ile są to prawdziwe informacje – poza tym jednym wywiadem Brzechwa nigdy więcej o propozycji nie mówił.
10. Brzechwa przeżył okres okupacji, bo... był zakochany
Jego miłość do Janiny Serockiej obrosła w legendę. Była to ponoć miłość od pierwszego wejrzenia. Ona była żoną fryzjera (pamiętacie, kim był Filip z „Akademii Pana Kleksa”? - łączcie fakty ;) ) i nieco Brzechwę zwodziła. Tak czy siak – zakochany Brzechwa w trakcie wojny chudł i mizerniał, co jego najbliżsi tłumaczyli nie tyle ciężkimi czasami (Brzechwa miał przecież żydowskie korzenie!), co właśnie nieszczęśliwą miłością. Pewnego dnia Brzechwa został wyprowadzony z cukierni i zaprowadzony przez dwóch agentów w cywilu do siedziby gestapo na Alei Szucha. Został oskarżony o to, że jest Żydem. Poeta odpowiedział im, że się mylą, ale i tak wszystko mu jedno, bo kobieta, którą kocha, go nie chce. Niemcy, słysząc tak absurdalną odpowiedź, zareagowali śmiechem i kazali mu się wynosić. Dopiero przy budce wartowniczej Brzechwa przypomniał sobie, że zostawił w pokoju przesłuchań torcik mocca zakupiony w cukierni! Cóż było robić – wrócił po niego, a Niemcy byli tak zaskoczeni zuchwałością poety, że nie zareagowali.
Leon Niemczyk w niezapomnianej roli... golarza Filipa :)
"Akademia Pana Kleksa", reż. Krzysztof Gradowski, 1983.
źródło: culture.pl
Tak na marginesie – Brzechwa zdobył ukochaną kobietę po wojnie, choć i to nie przeszkadzało mu w romansowaniu z innymi kobietami.

Brzechwa nie dla dzieci, Mariusz Urbanek, Wyd. Iskry 2013.


źródło: www.iskry.com.pl

* wszystkie cytaty za powyższym wydaniem

[Kostek]

2 komentarze:

  1. Ciekawy wpis , zawsze się dowie człowiek zupełnie czegoś nowego. Bardzo fajny blog , bardzo przyjemnie się go czyta. Zmieniła bym tylko wygląd , ale jeśli Ci się podoba to nic nie mówię .

    lovesfornothing.blogspot.com - zapraszam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie wygląd mi odpowiada, ale pewnie przyjdą zmiany, wiadomo ;) Dzięki!

      Usuń