wtorek, 13 października 2015

"Kwiaty na poddaszu" - Virginia C. Andrews

źródło: www.swiatksiazki.pl
Nie pamiętam, kiedy ostatnio zdarzyła mi się taka sytuacja, że z jednej strony chciałam przestać czytać, a z drugiej byłam strasznie ciekawa jak potoczy się historia. Tak właśnie miałam z „Kwiatami na poddaszu” i „Płatkami na wietrze”. Seria w tej chwili liczy 5 tomów, a 6 listopada 2015 ma ukazać się tom szósty zatytułowany „Pamiętnik Christophera: Tajemnica Foxworth Hall”. Co więcej: „to pierwsza część nowej trylogii, która opowiada o dalszych losach rodziny Dollangangerów”.* Jedno jest pewne: po żadną kolejną część nie sięgnę. Przeczytanie drugiej to już nadto. Ale już wyjaśniam, dlaczego miałam takie ambiwalentne odczucia co do tych książek.

Nie wiem dlaczego, naprawdę nie mam pojęcia, co skłoniło mnie do sięgnięcia po tom drugi. Ale wróćmy do początku. O „Kwiatach...” usłyszałam już jakiś czas temu. Zawsze były to peany o tym, iż to książka wybitna, cudowna, magiczna, wciągająca i Bóg-wie-co-jeszcze. Znalazłam to cudo w bibliotece (trzeba przyznać, że okładka nawet gustowna), a że były dwa tomy, to od razu wypożyczyłam oba. I to był błąd.

źródło: www.swiatksiazki.pl
Nie wiem od czego zacząć recenzję właściwą... Wiem! Najpierw napiszę mniej więcej o czym jest książka. „Kwiaty...” otwierają sagę o rodzinie Dollangangerów. Poznajemy sześcioosobową rodzinę: Cathy, która jest także narratorką, jej starszego brata, Chrisa, młodsze bliźniaki Cory'ego i Carrie oraz rodziców tejże licznej gromadki, Corrine i Christophera. Akcja zaczyna się w momencie tragicznej śmierci ojca. Okazuje się bowiem, że Corrine życiowo jest nieudolna, żyła ponad stan i nie jest w stanie spłacić długów. Wpada więc na genialny pomysł, aby wrócić do swoich rodziców, do tajemniczej posiadłości Foxworth Hall. Dzieci dowiadują się o istnieniu dziadków, o których wcześniej nawet nie słyszeli. Mama i babcia umieszczają dzieci na poddaszu, aby tam – w tajemnicy przez dziadkiem – przeczekały najgorsze. Początkowo miała być to jedna noc, potem tydzień, kilka miesięcy... W konsekwencji dzieci żyły na strychu 3,5 roku. Pomysł na książkę – świetny. Język powieści – infantylny. Rozwiązania fabularne – czasami niesmaczne. Bo trzeba Wam wiedzieć, że na strychu dochodzi do dziwnego zbliżenia Cathy i Chrisa (jeśli macie na myśli zbliżenie o zabarwieniu kazirodczym, to – niestety – dobrze myślicie). Do tego wszystkiego dochodzą rodzinne tajemnice, które stają się jedną z osi utworu.

Fenomenem tej książki jest to, że pomimo ciężkiego stylu, naprawdę chce się tę książkę skończyć, bo jest się arcyzaciekawionym zakończeniem. Z tego samego powodu sięgnęłam po część drugą, ale „Płatki na wietrze” mnie pokonały. Przeczytałam co prawda całą książkę, ale bardziej odpowiednim słowem byłoby stwierdzenie, że ją zmęczyłam. Fabuła robi się już naprawdę bardzo męcząca i denerwująca. Wiele rzeczy przestaje mieć sens. Ale takie – nomen omen – kwiatki wychodziły już w części pierwszej. No bo pomyślcie – matka znika z czwórką dzieci, z czego dwoje powinno chodzić do szkoły. Nikt się nie zainteresował? Z treści książki wynika, że wyjechali z dnia na dzień, nie ma słowa o przygotowaniach, nie pamiętam, aby Corrine rozmawiała z nauczycielami Cathy i Chrisa o przeprowadzce. Po drugie – Cathy tańczyła w balecie, po czym została zamknięta na ponad 3 lata, gdzie uczyła się sama na strychu. I w drugiej części okazuje się, że tańczy wręcz wybitnie. Nie znam się na tańcu, na balecie to już w ogóle, ale trudno mi uwierzyć, że nastolatka SAMA, bez niczyjej pomocy, nauczyła się przeróżnych baletowych figur. I tak nagle, po dość sporej przerwie trafia pod opiekę znanej i surowej baletmistrzyni. A o jej związkach z facetami to nawet nie ma co pisać, bo już się to w ogóle nie trzyma niczego.

Podsumowując: książka jest niespójna, momentami niewiarygodna i niesmaczna, okropnie napisana, ale wciągająca. Pierwszy tom po prostu musiałam doczytać, mimo że irytowało mnie tak wiele rzeczy...
Jak ogromną popularnością cieszy się saga świadczy także to, że na podstawie pierwszej części powstały dwa filmy o tym samym tytule. Pierwszy w 1987 roku (reż. Jeffrey Bloom) i drugi w 2014 (reż. Deborah Chow).  Powstały także adaptacje kolejnych części.
Na zdjęciu widzimy  aktorów grających Dollangangerów w nowszej wersji.
źródło: www.filmweb.pl / © foto: Lifetime Television

Kwiaty na poddaszu, Virginia C. Andrews, tłum. Bożena Wiercińska, Świat Książki 2012.
Płatki na wietrze, Virginia C. Andrews, tłum. Elżbieta Podolska, Świat Książki 2014.


* z notki wydawcy: http://www.proszynski.pl/Pamietnik_Christophera__Tajemnica_Foxworth_Hall-p-33190-.html

[Kostek]

11 komentarzy:

  1. Jakoś mnie kompletnie nie ciągnie do Andrews....przynajmniej na razie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I, szczerze mówiąc - nie dziwię się ;)

      Usuń
  2. "Kwiaty na poddaszu" czytałam już jakiś czas temu, oglądałam też starszy film. Mam kolejne tomy serii, ale tak jak piszesz z jednej strony chciałabym przeczytać, a z drugiej ogromnie się waham... Może kiedyś po nie ponownie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może za jakiś czas sięgnę po kolejne tomy - niczego nie można przecież wykluczyć, ale przyznam, że na razie nie mam na to najmniejszej ochoty. Najwidoczniej fabuła aż tak mnie nie wciągnęła...

      Usuń
  3. Jestem wzrokowcem. Te okładki sprawiają, że mam wielką ochotę na całą serię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - okładki są super :) Niestety, z treścią już nieco słabiej...

      Usuń
  4. Niewarto? Dobrze, że najpierw przeczytałam Twoją recenzję, bo inaczej zaczęłabym, a potem musiałabym skończyć, nawet gdyby mi się nie podobało. (jakoś tak mam, że muszę skończyć książkę, którą zaczęłam) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak kiedyś miałam, ale w końcu stwierdziłam, że szkoda mi czasu na książki, które mi nie leżą ;) "Kwiaty na poddaszu" wielu osobom się podobają - ale do mnie ta książka kompletnie nie przemawia...

      Usuń
    2. Ja jednak póki co nie potrafię przerwać nawet nieciekawej (dla mnie) książki, bo (wiem, głupie) czuję jakbym zmarnowała czas poświęcony na książkę.

      Usuń
  5. nigdy nie czytałam żadnej z tej serii, choć ilekroć widzę w Empik-u mam ochotę nabyć. z uwagi na okładkę. dotykam, oglądam i odkładam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo okładki faktycznie są bardzo ładne! Ale, cóż, treściowo już nie polecam ;) Choć wiem, że wielu osobom książki się podobają, więc może warto spróbować? :P

      Usuń