czwartek, 5 listopada 2015

"Ciernista róża" - Charlotte Link

Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę, której opis z tylnej okładki był tak bardzo nieadekwatny do treści książki. „Ciernista róża” Charlotte Link to książka polecona mi przez bibliotekarkę – po przeczytaniu „Dziewczyny z pociągu” miałam ochotę na coś z tajemnicą, jakiś thriller psychologiczny z nutką kryminału. Wiecie, żeby po przeczytaniu powiedzieć głośne: o, cholera, naprawdę?! I pani w bibliotece poleciła mi właśnie twórczość Link. O tej niemieckiej pisarce już słyszałam, ale jakoś wcześniej nie złożyło się, żeby coś wpadło mi w ręce. Aż do teraz.
Co głosi nota wydawcy:
Karin Palmer, była nauczycielka z Berlina, ogarnięta chęcią zmiany dotychczasowego życia, decyduje się wyjechać na angielską wyspę Guernsey, gdzie przed laty spędziła cudowne wakacje. Na miejscu okazuje się niestety, że pokój, który zarezerwowała, został oddany komu innemu i kobieta nie ma się gdzie podziać. Przez przypadek trafia do uroczego domu z ogrodem pełnym róż, który należy do 71-letniej Beatrice Shaye.
Karin ulega urokowi staruszki, jej pięknego ogrodu i eleganckiego, przytulnego domu. Między kobietami szybko nawiązuje się serdeczna przyjaźń mimo dzielącej je różnicy wieku. Ich rozmowy stają się coraz bardziej intymne i szczere. Beatrice powoli zaczyna opowiadać o przeszłości.
Nie mówi jednak wszystkiego.
Jednak w chwili, gdy policja zacznie znajdować zwłoki kolejnych zamordowanych osób, Beatrice będzie musiała komuś zaufać. Jej wybór pada na Karin...
źródło: www.soniadraga.pl
I jak ma się to do treści książki:
Po pierwsze – Karin Palmer nie spędzała na Guernsey żadnych wakacji, dwa razy w roku leciała na wyspę, żeby załatwić biznesowe sprawy swojego męża. I z pewnością wyjazdy te nie miały zabarwienia urlopowego.
Po drugie – owszem, Karin i Beatrice nawiązują kontakt, ale nazywać to „serdeczną przyjaźnią” to pewna nadinterpretacja. W książce jak byk stoi:
Choć znała [Karin – przyp. aut.] już prawie całą historię życia starszej pani, uważała, że nie ma prawa mieszać się w jej sprawy. Wyczuwała dystans, który nadal je dzielił. Miała wrażenie, że Beatrice życzy sobie, by tak zostało*.

Karin i Beatrice najpierw wymieniły między sobą kilka listów, a po roku pisania do siebie Karin przyleciała na Guernsey.
Po trzecie – to nie policja znajduje zwłoki, a Karin i Beatrice! I jakie kolejne? W całej książce – uwaga, będzie spoiler – padają dwa trupy. Z czego drugi nie zostaje nigdzie odnaleziony! Aha, i żeby była jasność: książka ma 594 strony, a zwłoki znalezione zostają na stronie 436... To tak, żeby uświadomić, że śmierć i śledztwo nie są tutaj głównymi wątkami. Czytałam książkę i czytałam, czekałam na tę zbrodnię... I nico. Doczekałam się prawie pod koniec książki, kiedy wszystko było prawie wiadomo.
Po czwarte – w sumie głupota, ale Beatrice ma 70 lat, gdy poznaje Karin, nie 71.
Po piąte – opis wydawcy wskazuje na to, że książka to trochę thriller, trochę kryminał, ale niesamowicie trzymający w napięciu, dodatkowo wszystko jest zabarwione wielką rodzinną tajemnicą. W istocie, tajemnice są. I to sięgające II wojny światowej. I szkoda, że tego wydawca nie zamieścił w nocie – mnie by to od razu przyciągnęło do książki... A i napięcie było, bo czekałam przecież na te momenty „kryminalno-thrillerowe”.
Podsumowując: „Ciernista róża” to naprawdę przyjemnie czytająca się powieść obyczajowa, ale nic ponadto... Taka mi dziś wyszła pseudorecenzja. Ale, mimo wszystko, nie zrażam się do twórczości Link. Mam jednak nadzieję, że inne jej książki będą faktycznie mrozić krew w żyłach.

Ciernista róża, Charlotte Link, tłum. Ewa Spirydowicz, Sonia Draga, Katowice 2014.


* - cytat za powyższym wydaniem, str. 383.

[Kostek]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz