wtorek, 1 grudnia 2015

"Pochłaniacz" - Katarzyna Bonda

Katarzyna Bonda nosi wymagające miano i brzemię zarazem – szumnie została bowiem ochrzczona przed Miłoszewskiego królową polskiego kryminału. Nie da się ukryć, że takie sformułowanie niesie ze sobą pewne konsekwencje. Otwierając „Pochłaniacza” byłam pełna obaw i oczekiwałam nie wiadomo czego, chyba fajerwerków. Tym bardziej, że – niestety, ale to prawda– mało który polski kryminał mnie zachwyca. O Bondzie wszędzie było pełno (o tym brytyjskim agencie w sumie też). A to ktoś poleca mi jej książki, a to ktoś inny odradza. A tu pochlebna recenzja, a tam już bardziej średnia. A na tym portalu pokazują jak wygląda jej pies, gdzie indziej jak biurko, jak ona sama (swoją drogą – piękna kobieta!). Tak coś czułam, że niedługo sięgnę po jej książki, żeby faktycznie przekonać się o tym, czy zasługuje na miano królowej...
Katarzyna Bonda to z pewnością autorka, która potencjał ma. Pomysł na główną bohaterkę, Saszę Załuską, jest jak najbardziej udany. Muszę przyznać, że kilkaset stron „Pochłaniacza” przeleciało nawet nie wiem kiedy i spodobał mi się na tyle, że z pewnością sięgnę po tom drugi. Sasza Załuska jest profilerką – tworzy portrety przestępców, aby zawęzić grono wśród podejrzanych, pomaga przede wszystkim policji. Sama, rzecz jasna, dźwiga ciężki życiowy bagaż (który mnie akurat średnio przekonał). W pierwszym tomie tetralogii „Cztery żywioły Saszy Załuskiej” poznajemy główną bohaterkę, która pomaga polskiej policji rozwikłać sprawę morderstwa piosenkarza, Igły, w gdańskim klubie. Do tego dochodzą sprawy z przeszłości Igły, tajemniczy ksiądz, jego brat bliźniak i mafijne porachunki oraz inne zbrodnie z lat 90-tych. Fabuła – choć przedstawiłam ją w niezwykle skondensowanej wersji – jest na plus. Akcja wciąga, mimo że niektóre wątki były przewidywalne. Podobał mi się zabieg z początkowych stron książki, gdzie najpierw poznajemy, można rzec, rys historyczny: dostajemy swego rodzaju wprowadzenie do wydarzeń, które będą miały miejsce kilkanaście lat później.
Parę rzeczy jednak mi nie grało. Wątek bliźniaków przedstawiony bardzo fajnie, odniesienia do tajemniczych morderstw sprzed lat – wszystko super. Ale... Nie wiem jak to określić, ale czegoś mi brakowało. Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę, żeby wyszło, że się czepiam dla zasady i że nie jestem merytoryczna. Po prostu czegoś mi w tej lekturze brakowało. Nie do końca zawsze współgrało mi wplecenie postaci Saszy i jej przeszłości w sprawę, nad którą pracowała. Czasami miałam wrażenie, że coś zostało dodane na siłę. Wątek z księdzem Staroniem w celi, kiedy śpiewa przy Saszy modlitwę czy psalm – abstrakcja. Albo sprawa ojca Karoliny, córki Saszy... „Pochłaniacz” kończy się jako takim cliffhangerem, ale – znowu – sprawiał wrażenie wciśniętego na siłę, żeby pozostało zakończenie otwarte. Mimo wszystko jednak – Bondę czyta się całkiem przyjemnie. Polubiłam Saszę i po „Okularnika” z pewnością sięgnę (dobra, nie ma się co oszukiwać – już zaczęłam czytać;) ).

Autor: Katarzyna Bonda
Tytuł: Pochłaniacz
Wydawnictwo: MUZA, 2015
Liczba stron: 671

[Kostek]

6 komentarzy:

  1. Jestem w trakcie zapoznawania się z Bondą i mam nadzieję, że moje odczucia też będą całkiem pozytywne. :)

    Erna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A też "Pochłaniacz" czy coś innego? Przeczytałam jeszcze "Polskie morderczynie" i widzę kilka inspiracji w "Okularniku" ;)

      Usuń
    2. Tak, ta sama książka. Tyle się nasłuchałam o Bondzie, że musiałam sama sprawdzić. :D

      Usuń
    3. Doskonale rozumiem - miałam to samo :) "Okularnik" - póki co - znacznie lepszy moim zdaniem! :) Wciąga bardzo!

      Usuń
  2. Ja już nie mogę doczekać się trzeciej części, która będzie działa się w Łodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, ciekawe, co będzie w czwartym tomie :) Osobiście byłabym za Gliwicami lub innym miastem Górnego Śląska :P Ale Łodzi jestem ciekawa :)

      Usuń