środa, 2 marca 2016

„Diuna” Franka Herberta

źródło: empik.com
To było moje pierwsze spotkanie z „Diuną” Franka Herberta. Mimo że kilka osób polecało mi ją wcześniej, to minęło dużo czasu, zanim sięgnęłam po książkę. Jakoś zawsze znajdowałam coś, co wydawało mi się, że bardziej mnie zainteresuje. Teraz, kiedy jestem już po lekturze, muszę samą siebie zapytać, czy warto było tyle zwlekać. „Diuna” skutecznie wciągnęła mnie do swojego świata i na pierwszym tomie się  nie skończyło ;)


Historia

Arrakis (powszechnie nazywana Diuną) to pustynna planeta, na której rządy, zgodnie z rozkazem Imperatora, zostały odebrane rodowi Harkonnenów i przekazane Atrydom. W odróżnieniu od Kaladanu, rodzinnej planety Atrydów, tu jedną z największych wartości jest woda, której posiadanie świadczy o zamożności i władzy.

Na Diunie wydobywana jest przyprawa (melanż), substancja, o którą walczą wszystkie nacje. Po jej spożyciu m.in. poszerzają się granice świadomości, a wybrani mogą spoglądać w przyszłość. Skutkiem ubocznym jej regularnego przyjmowania jest jednak silne uzależnienie, a odstawienie właściwie zawsze kończy się śmiercią. Wydobywanie melanżu jest niezwykle niebezpieczne, ponieważ znajduje się on na pustyni, gdzie życie śmiałków narażone jest na atak ze strony czerwi lub Fremenów. Mimo to jest to jedno z głównych zadań zarządcy planety, ponieważ przyprawa nigdzie indziej nie występuje.

Rdzenni mieszkańcy Diuny – Fremeni – mieszkają w głębi pustyni, na ziemiach, na których nikt inny by nie przeżył. To plemię idealnie przystosowało się do tutejszych warunków, tworząc własną kulturę i rozwijając technikę –  np. ich strój, tzw. filtrak, odzyskuje z powierzchni ciała każdą wydaloną kroplę wody, a następnie ją filtruje, dzięki czemu staje się gotowa do spożycia.

Pustynia to również dom czerwi, stworów o olbrzymich rozmiarach, przemieszczających się z niezwykłą prędkością i reagujących atakiem na najmniejszy, obcy dla nich dźwięk.

Głównym bohaterem powieści Franka Herberta jest Paul Atryda, nastolatek, którego od najmłodszych lat przygotowywano do objęcia władzy. Lady Jessika, jego matka, to Bene Gesserit – członkini żeńskiego zakonu, którego siostry całkowicie panują zarówno nad swoim umysłem, jak i ciałem, co daje im znaczną przewagę nad innymi ludźmi. Lady Jessika wszystkie swoje umiejętności przekazała synowi, wierząc, że jest on Kwisatz Haderach – mesjaszem, który potrafi spoglądać tam, gdzie członkinie zakonu nie mają odwagi...

Kilka faktów

„Diuna” to pierwszy tom z serii „Kroniki Diuny”. Jego autorem jest amerykański pisarz Frank Herbert. Książka została wydana w roku 1965 i od razu zyskała uznanie. Do dziś jest chętnie czytana i polecana czytelnikom w różnym wieku. Cały cykl składa się z 6 tomów napisanych przez Franka Herberta i kończącej serię tzw. Diuny 7, która przez Briana Herberta i Kevina J. Andersona została przekształcona w dwie powieści*.

Autentyczne postaci

Świat „Diuny” jest niezwykle rozbudowany, każdy jego element jest dokładnie dopracowany, a bohaterowie nie tylko charakterystyczni, ale też autentyczni. Można ich nie lubić, ale nie da się im zarzucić, że są sztuczni. Kiedy Lady Jessika i Paul przebywali na pustyni (tuż po ucieczce przed Harkonnenami) czułam ich zagubienie, gorycz w związku z tym, co się stało, a przede wszystkim determinację, aby przeżyć. W tym miejscu została dokładnie ukazana relacja między matką a synem. Ona nauczyła go wszystkiego, co sama wiedziała, wierzyła w niego od samego początku, czuła się za niego odpowiedzialna, ale zdawała sobie sprawę, że to on jest tym silniejszym. Mimo wszystko starała się nie okazywać swoich słabości, ukrywając niepokój pod zasłoną opanowania godnego Bene Gesserit. On kochał matkę, podziwiał jej umiejętności i liczył się z jej zdaniem. Całkowicie jej ufał i rozumiał jej uczucia, których sam nie potrafił uwolnić. Jednak, jak każdy nastolatek, buntował się przeciwko niektórym jej decyzjom. Kiedy odkrył w sobie nowe zdolności, dostrzegł, że matka może być jego zgubą. Nie zmieniło to jednak tego, że troszczył się o nią i nigdy nie pozwolił jej skrzywdzić.

Kiedy czytałam powieść podobała mi się narracja. Lubiłam patrzeć na świat „Diuny” oczami Paula, poznając w ten sposób jego perspektywę widzenia, a także zagłębiać się w myślach Lady Jessiki, wraz z nią podejmując decyzje. Ciekawie było patrzeć, jak bohaterowie reagują na siebie i swoje zachowania, a także jakie niesie to ze sobą konsekwencje.

Przenikające się wątki

W powieści Herberta poruszonych zostało wiele wątków. Relacje międzyludzkie, walka o władzę, działania militarne, rozwój technologiczny, badania nad ekologią, eksperymenty naukowe związane m.in. z genetyką, samodoskonalenie, religijność, a także  kultura. Wszystkie płynnie się przenikają, a czytelnik ma szansę spojrzeć na świat z wielu perspektyw. Dla różnych bohaterów, ważne są inne rzeczy. Każdym z nich kierują inne pobudki, a podejmowane decyzje w różny sposób na nich oddziałują, popychając do kolejnych działań. Mimo to zawsze następuje zwrot w kierunku władzy, która wydaje się być tym, do czego nieuniknienie każdy dąży.

Władza

W „Diunie” kluczową rolę odgrywają relacje między możnymi rodami i walka o władzę. Spiski, zdrady, sojusze, zaskakujące decyzje i boje, to segmenty, których nie powstydziłby się autor „Gry o tron” George R.R. Martin. Tu sieć intryg nakręca całą akcję. Gdyby Lady Jessika nie sprzeciwiła się decyzji swojego zakonu, na świecie w ogóle nie pojawiłby się Paul, a Bene Gesserit mogłyby w dalszym ciągu decydować o tym, która z ich sióstr ma połączyć swoje geny z wybranym możnowładcą (w ten sposób kontrolując eugenikę narodzin i czekając na odpowiedni moment, aby na świat mógł przyjść Kwisatz Haderach). Gdyby Harkonnenom nie udało się przekonać do zdrady członka Akademii Suk, co z założenia było niemożliwe, najprawdopodobniej nie doszłoby do skutecznego przewrotu. Wreszcie gdyby Harkonnenowie nie planowali eksterminacji Atrydów, a Imperator nie podjąłby z nimi współpracy, Atrydzi nie objęliby władzy na Diunie.

Samodoskonalenie

Powieść Herberta to również książka o tym, jakie efekty można osiągnąć, pracując nad sobą i własnymi umiejętnościami. Tu granice ludzkiej świadomości sięgają znacznie dalej niż osoby postronne mogłyby przypuszczać - wynik może wręcz przypominać magię. Podczas procesu samodoskonalenia najważniejsze są: poznanie granic własnej wytrzymałości, dyscyplina i koncentracja. Trzeba być odważnym, żeby nie bać się podejmować ryzykownych decyzji i śmiało spoglądać w przyszłość. Kontrola nad emocjami – to najtrudniejsze, jednak na wszystko można znaleźć sposób, na wszystko jest metoda. Tu granice ludzkiego umysłu dają niebywałe możliwości, które budzą zarówno strach, jak i respekt.

W świecie „Diuny” najwyższy stopień samokontroli daje władzę. Z tego samego powodu tak pożądaną substancją jest melanż. Jego spożycie poszerza perspektywę widzenia, otwiera na nowe możliwości, wskazuje nieznane wcześniej drogi. W ten sposób zyskuje się kontrolę, a kontrola oznacza władzę.

W walce

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że mimo iż wyposażenie militarne jest tu bardzo rozwinięte pod względem technologicznym, m.in. osobiste tarcze obronne, które chronią przed atakami z broni palnej, to jednak najbardziej niebezpieczna pozostaje broń biała. To jej używają najlepiej wyszkoleni i najniebezpieczniejsi wojownicy. To walki wręcz rozstrzygają spory, decydują o tym, kto jest silniejszy i z kim należy się liczyć. Następuje więc swego rodzaju powrót do broni pierwotnej, mimo iż technologie wojskowe są na niezwykle zaawansowanym poziomie.

Polecam

„Diuna” to klasyka gatunku. Dzieło budzące podziw. Wobec którego nie można przejść obojętnie. Zachwyca jego aktualność. Podczas czytania miałam wrażenie, że książka została napisana niedawno - zarówno opisane tu techniki doskonalenia ludzkiego umysłu, jak i wykorzystywane technologie, również dla nas, żyjących w XXI wieku, są czymś niedoścignionym. Polecam przeczytanie „Diuny” nie tylko amatorom science fiction ;)

* Za Wikipedią.

[Kobzik]
__
„Diuna”, Frank Herbert, tłum. Marek Marszał, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2009.

2 komentarze:

  1. Klasyka gatunku, którą koniecznie muszę nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że nade mną też wiecznie ta "Diuna" wisiała :) Nie sądziłam, że mi przypadnie do gustu, ale nie znam też osoby, której by się nie spodobało. Nawet jeśli treść nie będzie odpowiadać, to się docenia pomysł Herberta :)

      Usuń