czwartek, 7 kwietnia 2016

"Nie gaś światła" - Bernard Minier

źródło: www.rebis.com.pl

Recenzja części pierwszej: <klik>
I recenzja części drugiej: <klik>

Czy ja narzekałam, że w „Kręgu” było za mało Vincenta i Samiry? Odwołuję – w porównaniu do „Nie gaś światła” to pojawiali się aż nazbyt często. Zanim jednak przejdę do narzekań (w sumie dość mało merytorycznych), to nakreślę, o czym traktuje ostatni tom trylogii o komendancie Martinie Servazie. Tym razem wszystko skupia się na dwóch osobach: wspomnianym już Martinie oraz Christine Steinmayer. Historia toczy się dwutorowo: z jednej strony mamy Martina prowadzącego śledztwo, a z drugiej Christine, która zaczyna walkę z  kimś, kto zaczyna manipulować całym jej życiem. Znana dziennikarka radiowa z dnia na dzień traci pracę, narzeczonego, szacunek i godność. Staje na skraju załamania nerwowego. Do czego chce doprowadzić osoba, która za tym wszystkim stoi? W jaki sposób śledztwo komendanta na urlopie łączy się ze sprawią Christine? No i najważniejsze: kto jest sprawcą?

Servaz ma depresję i przebywa w ośrodku rehabilitacyjnym dla policjantów z problemami. Jednak kompletnie nie potrafi odnaleźć się wśród funkcjonariuszy, którzy zmagają się głównie z problemem alkoholowym. Niestety, nie mogę napisać dokładnie, dlaczego Martin się tam znalazł – musiałabym zdradzić zakończenie „Kręgu”, ale przyjmijmy, że był po prostu bliski obłędu. Czasem odwiedzi go córka, czasem wpadnie Vincent, ale poza tym obrzydliwie się tam nudzi, właściwie z nikim nie zaprzyjaźnia, co więcej – traktowany jest raczej jak odludek. Pewnego dnia otrzymuje kopertę, w której znajduje się elektroniczny klucz do pokoju hotelowego oraz bilecik z dokładną datą spotkania. Zaczyna więc swoje prywatne śledztwo. Powoli, krok po kroku, dochodzenie Martina związane z tajemniczym samobójstwem artystki, Célii Jablonki, zaczyna wiązać się z inną sprawą. Jak było w poprzednich częściach – ponownie ważną rolę odgrywają wydarzenia z przeszłości.

I teraz w końcu przejdę do narzekania. „Nie gaś światła” najbardziej chyba przypominało mi klasyczny kryminał. Nie ma tu już Samiry, Vincenta ani Irène. Martin właściwie wszystko robi sam. Co gorsza, trudno nawet stwierdzić, czy odczuwałam ducha Hirtmanna jak w poprzednim tomie. Chyba nie… Jakkolwiek głupio to zabrzmi: brakowało mi tego psychopatycznego mordercy. Wiecie jak go sobie wyobrażam? Mniej więcej jak serialowego Negana z „The Walking Dead”. Zimny, ale z przyjemną aparycją, wzbudzający sympatię. No, taki typowy psychopata… ;)

Serialowy Negan, w którego wcielił się (póki co, genialnie)  Jeffrey Dean Morgan.
Foto: © AMC
No i zakończenie. Nie wciskało może w fotel jak w „Kręgu”, ale z pewnością było bardzo dobre. Trudno było przewidzieć, kto stoi za tym wszystkim. Wraz z lekturą było nieco łatwiej, ale i tak nic pewne nie było. A jakby tego wszystkiego było mało: ostatnie strony sprawiły, że zazgrzytałam zębami ze złości. I mam nadzieję, że Minier jednak napisze kolejny tom, bo pewnych rzeczy nie robi się czytelnikom… Znów posłużę się analogią do „The Walking Dead”. Kto oglądał finałowy odcinek szóstego sezonu ten wie, że zginął „kamerzysta”. Taa… Nie ma to jak typowy cliffhanger. Do października namnoży się teorii, mniej lub bardziej absurdalnych, a dowiemy się w połowie sezonu, bo najpierw opowiedzą historię Morgana i Carol… Ale – no właśnie – takich rzeczy nie robi się fanom serialu. Minier i Kirkman mogliby sobie ręce podać, naprawdę.

Bernard Minier (ur. 26 sierpnia 1960 w Béziers) – francuski pisarz, autor powieści kryminalnych. Dorastał u stóp Pirenejów. Jest laureatem wielu konkursów na opowiadania. "Bielszy odcień śmierci" to jego pierwsza powieść. Jego książki zostały przetłumaczone na kilka języków, odnosząc sukces w krajach wydania. W 2014 brytyjski tygodnik "The Sunday Times" umieścił "Bielszy odcień śmierci" na liście pięćdziesięciu najlepszych powieści kryminalnych i thrillerów minionych pięciu lat.
/źródło: Wikipedia/
---

Autor: Bernard Minier
Tytuł: Nie gaś światła
Tytuł oryginału: N'éteins pas la lumière
Przekład: Monika Szewc-Osiecka
Wydawca: Rebis, 2014
Liczba stron: 504

[Kostek]

2 komentarze:

  1. A ja muszę przyznać, że mocno spodobało mi się to, iż przedstawiłaś swoje wyobrażenie bohatera. Inspirujące! :D Ja sama często w głowie nadaję obraz danej postaci. I przeważnie ma twarz jakiegoś aktora/aktorki. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam bardzo podobnie! :) Serialowy Negan idealnie pasował mi do roli psychopaty z tej trylogii. Aktor, jak widać, ma przyjemną twarz jak na mordercę ;)

      Usuń