poniedziałek, 29 sierpnia 2016

"Królowa Tearlingu" - Erika Johansen

źródło: www.galeriaksiazki,pl
Dziewczynka skrzętnie ukryta przed całym światem, wychowywana przez parę starszych ludzi, którzy robią wszystko, co w ich mocy, aby wyrosła na mądrą kobietę. Bądźmy szczerzy – motyw ukrywanego dziecka jest stary jak świat i trudno uwierzyć, żeby na jego podstawie można jeszcze było stworzyć coś oryginalnego. Trzeba jednak przyznać, że Erice Johansen udało się napisać całkiem zgrabną i trzymającą w napięciu powieść z pogranicza fantastyki i literatury młodzieżowej. „Królowa Tearlingu” to opowieść o Kelsea wychowywanej w głuszy przez Barty’ego i Carlin Glynnów. Oboje starają się przekazać jej jak najwięcej wiedzy, którą mogłaby wykorzystać jako królowa. Barty uczy ją empatii i wszystkiego, co związane z uczuciami. Carlin natomiast kładzie nacisk na surowe wychowanie i zdobywanie wiedzy. Niestety, mimo że powtarza dziewczynce, jak ważna jest wiedza o przeszłości, nie opowiada jej o najnowszej historii Tearlingu, co z punktu widzenia czytelnika po prostu nie ma sensu. Bo jak Kelsea, królowa przecież, ma odnaleźć się jako władczyni państwa, o którym niewiele wie? Jest to jeden z tych zgrzytów, który bardzo odczuwałam podczas czytania. 

Gdy bohaterka kończy dziewiętnaście lat, przybywa po nią straż królewska, mająca za zadanie bezpieczne eskortowanie jej do bram zamku, którego ma zostać panią. Warto dodać, że miała nie dożyć dnia dziewiętnastych urodzin. Na jej życie czyhali brat zmarłej matki, Thomas, oraz Szkarłatna Królowa, władczyni sąsiedniego państwa – Mortmesne, które krwawo rozprawiało się z przeciwnikami. Kelsea, pomimo pewnych przeszkód, udaje się dotrzeć do Nowego Londynu, stolicy Tearlingu, gdzie staje się świadkiem wydarzenia, które rzutować będzie na jej przyszłe panowanie. Okazuje się mianowicie, że jej matka, królowa Elyssa (władczyni przepiękna i mądra jedynie w wyobrażeniach córki) zawarła okrutny pakt z Mortmesne: raz w miesiącu Tearling miał zsyłać 250 osób do kraju Szkarłatnej Królowej. 

Erika Johansen stworzyła powieść na podstawie dość znanego motywu, chętnie eksploatowanego w literaturze fantasy. Dziedziczka, mimo wielu problemów, obejmuje tron, towarzyszą jej zaufani i honorowi ludzie, jest wątek miłosny, a nawet erotyczny, jest krwawa wojna, historia, tajemnicza magia oraz dwa szafiry o niezwykłej mocy. Mimo że autorka wykorzystała dość utarte schematy, książkę czyta się naprawdę dobrze, choć często dotyka tematów trudnych. Co więcej, Johansen – chyba po to, aby jej historia różniła się od innych – umiejscowiła akcję w… przyszłości. Tak, wszystko, co dzieje się w „Królowej Tearlingu”, to bliżej nieokreślona przyszłość, która wygląda jak dobrze znane nam średniowiecze. Przyznam, że nie wiem, czy od początku jest to wiadome, ale wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy trafiłam na przemyślenia Kelsea na temat książek elektronicznych. Tearling został założony przez Williama Teara, socjalistę ideowca, który przybył z innego lądu. To taki naśladowca Noego, który zapakował na łodzie lekarzy, leki, ludzi, zwierzęta i zostawił za sobą cywilizację, aby na nowej ziemi utworzyć państwo bez technologii i wojen. Piękna idea wprowadzona w czyn. Jednak od razu rodzą się pytania: po co w świecie socjalistycznym ustrój monarchiczny? Czy w przeszłości również istniała magia, skoro jest obecna w teraźniejszym świecie przestawionym? Dlaczego Kelsea nic nie wie o swoim rodzie, skoro jest dziedziczką tronu? 

To nietypowe przesunięcie w czasie spowodowało, że podczas czytania wielokrotnie starałam się nie doszukiwać nieścisłości – co nie było łatwe. Mając świadomość istnienia świata zaawansowanego technologicznie, trudno ot, tak, przenieść się do średniowiecznego, w którym ludzie mówią o elektronice, ale jej nie używają, bo z praktycznego punktu widzenia jej nie znają. Mimo tego wszystkiego „Królowa Tearlingu” to powieść, którą czyta się zaskakująco dobrze. Fabuła została poprowadzona dość oryginalnie, co zachęca do sięgnięcia po tom drugi. Kelsea nie jest typową księżniczką, otacza się równie niezwykłymi ludźmi, a to sprawia, że naprawdę jesteśmy zaciekawieni historią. Myślę, iż cykl o Tearlingu powinien spodobać się fanom Trudi Canavan, Isobelle Carmody czy Licii Troisi. Erika Johansen stworzyła świat, mimo wszelkich mankamentów, ciekawy i dość oryginalny, który może wpisać się w kanon młodzieżowej literatury fantasy, chociaż niektóre fragmenty powieści zdecydowanie trudno uznać za przeznaczone dla młodzieży. 

Erika Johansen - dorastała i mieszka w San Francisco Bay Area. Z wykształcenia jest prawnikiem. "Królowa Tearlingu" to jej debiut.
/źródło zdjęcia: www.pastemagazine.pl/


Recenzja części drugiej: <klik>

----

Autor: Erika Johansen 
Tytuł: Królowa Tearlingu 
Tytuł oryginału: The Queen of the Tearling
Przekład: Izabella Mazurek 
Wydawnictwo: Galeria Książki, 2016 
Liczba stron: 488 

Recenzja napisana we współpracy z portalem BiblioNETka, gdzie pierwotnie ukazał się powyższy tekst pt. „Przyszłość w czasach średniowiecza”:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz