czwartek, 1 września 2016

"Inwazja na Tearling" - Erika Johansen



Recenzja części pierwszej: <klik>

Kolejny tom cyklu o Kelsea, znanej też jako Królowa Tearlingu, zawiera masę pytań. Albo inaczej: nie ma w nim odpowiedzi na pytania z pierwszego tomu, dochodzą za to nowe. „Królowa Tearlingu” zakończyła się dość klasycznie, część druga jest dobrze dopasowaną kontynuacją, która ani trochę nie odstaje poziomem. „Inwazja na Tearling” zawiera kilka ważnych elementów. Po pierwsze, wiele retrospekcji w wizjach Kelsea. O tyle jest to dziwne, że dotyczą one przeszłości świata przedstawionego w powieści, ale w istocie są dobrze nam znaną XXI-wieczną teraźniejszością. Dzięki temu zabiegowi poznajemy historię Williama Teara i Przeprawy, o której w pierwszym tomie pojawiały się tylko wzmianki. Przebieg i przyczyny tego wydarzenia – jak się okazuje – mają ogromny wpływ na władanie Kelsea. Po drugie, lepiej poznajemy młodą królową, choć nadal nie wiemy, kto jest jej ojcem. Rozwiewa się tajemnica osnuta wokół Buławy, ale tu również autorka skąpi szczegółów.