sobota, 11 lutego 2017

"Syn" - Philipp Meyer

źródło: www.czwartastrona.pl
Co my właściwie wiemy o Amerykanach i historii Stanów Zjednoczonych? Z punktu widzenia Europejczyka Amerykanie to naród, który niewiele w historii przeszedł. Jedyną wojną, jaka faktycznie przetoczyła się przez ich kraj, była wojna secesyjna, która podzieliła go na Północ i Południe. Choć wiemy, że takowy konflikt miał miejsce – jest on dla nas nie do końca wyraźny. Historia Polski (czy w ogóle Europy) obfituje w znacznie bardziej krwawe batalie. Czytałam kiedyś amerykańską książkę o historii. Dowiedziałam się z niej, że II wojna światowa rozpoczęła się 7 grudnia 1941 roku atakiem na Pearl Harbor. Umówmy się – z naszego punktu widzenia to brzmi jak kpina, przecież Polska tkwiła już wówczas w samym środku wojennej zawieruchy. Ale tak chyba trochę jest – Amerykanie patrzą na Europę jak na Stary Kontynent, gdzie wiele się dzieje, ale w gruncie rzeczy są nieco odsunięci od europejskich spraw. Za to sami dość często funkcjonują w świadomości Europejczyków jako ludzie, którzy niewiele przeszli pod względem historycznym, zabytki mają chyba co najwyżej z XIX wieku, są nadmiernie skłonni do patosu i nie patrzą dalej niż koniec własnego nosa. Oczywiście, wszystko to uogólnienia, dla wielu z pewnością krzywdzące. Moim zdaniem takie stereotypowe myślenie może wpłynąć na zdanie niektórych czytelników o historii zawartej w powieści Philippa Meyera. A muszę przyznać rację Michałowi Nogasiowi, że to utwór wielki i wyjątkowy. 


Niemałą rolę odgrywa w nim historia Stanów Zjednoczonych. Meyer naświetla wiele wątków, które nam – mieszkańcom Europy – wydają się nieco abstrakcyjne. Wiemy na przykład, że Amerykanie zamykali rdzennych mieszkańców tego kontynentu w rezerwatach. Ale „Syn” pokazuje, że to wielopłaszczyznowy temat, bo historia nie jest przecież czarno-biała. Historia Pułkownika obrazuje, jak wiele ludzie musieli przejść, jak wiele krwi polało się w konflikcie z Indianami czy Meksykanami. Powieść pozwala nam spojrzeć na historię wewnętrzną Stanów z nowej perspektywy. Okazuje się bowiem, że to nie tylko wojna secesyjna, ale także poszukiwania ropy, konflikty sąsiedzkie czy wojna w sąsiednim Meksyku, która w pewien sposób odcisnęła piętno na Amerykanach. To właśnie meksykańska rodzina Garciów, a właściwie wymordowanie jej zainicjowane przez McCulloughów, staje się motywem splatającym wszystkie płaszczyzny czasowe i wątki. Meyer niezwykle umiejętnie połączył różne epoki i postacie. 

 Sukces książki zainteresował producenta filmowego, który przygotowuje jej adaptację. Dziesięcioodcinkowy serial z Piercem Brosnanem w roli Pułkownika w 2017 roku ma wyemitować stacja AMC.
/źródło zdjęcia: http://collider.com/the-son-images-amc-pierce-brosnan/#images /



Niesamowicie urzekła mnie warstwa narracyjna. „Syn” pisany jest z perspektywy trzech osób: głowy rodziny McCulloughów – Pułkownika, jego wnuka – Petera Juniora oraz prawnuczki – Jeannie, córki Petera (orientację co do pokrewieństwa bohaterów ułatwia niewielkie drzewo genealogiczne umieszczone na początku książki). Kolejne rozdziały mają różnie prowadzoną narrację – w zależności od osoby, której dotyczą. W tych poświęconych Pułkownikowi jest narrator pierwszoosobowy, sam bohater; jego opowieść to wspomnienia starego człowieka. Rozdziały odnoszące się do Petera stanowią pisane przez niego dzienniki. Natomiast historii Jeannie McCullough jako jedynej nie poznajemy z jej własnego punktu widzenia: tu występuje narrator trzecioosobowy. Dlaczego zwróciłam uwagę na użyte przez Meyera sposoby opowiadania? Bo to proste, ale genialne posunięcie, które – wbrew pozorom – wcale nie występuje w literaturze często. Genialne, ponieważ „Syn” to istna sinusoida. Zaczyna się bardzo interesująco, potem panuje pewien zastój, następnie znów zaczyna się robić ciekawie, i ponownie następuje stagnacja. Ale nie do końca uznaję to za wadę. Powieść liczy nieco ponad 600 stron – gdyby wartka akcja toczyła się nieprzerwanie, mogłoby to czytelnika znużyć. Autor jednak w inteligentny sposób stworzył pewnego rodzaju napięcie, do czego przyczynia się, między innymi, stosowanie różnych rodzajów narracji. 

O dziele Meyera można by jeszcze dużo napisać. „Syn” spodoba się wszystkim ceniącym sobie tematykę amerykańską, bez patosu, ale za to z pełnokrwistymi postaciami, które popełniają błędy i muszą za nie później płacić. To książka nie tylko o Ameryce, ale również o wyrzutach sumienia, miłości, lojalności i zdradzie. Choć porusza wiele wątków, tworzą one jednolitą całość, nie ma pęknięć w fabule. Co prawda momentami opowieść odrobinę się rozwleka, ale – jak już pisałam – po każdym zahamowaniu tok wydarzeń znów zaczyna przyspieszać. Wszystko to składa się na książkę, od której trudno się oderwać nawet w tych momentach, gdy akcja trochę zwalnia. 

Philipp Meyer - Urodzony w Baltimore pisarz dzieli swój czas pomiędzy Austin, Teksas a Nowy Jork. Philipp Meyer został doceniony już na początku swojej przygody z pisarstwem. Jego debiutancka powieść Rdza wkupiła się w łaski krytyków oraz publicystów, zdobywając nagrodę Los Angeles Times Book Prize. „The New Yorker” przyznał Meyerowi tytuł jednego z najlepszych pisarzy, którzy nie ukończyli jeszcze czterdziestego roku życia. Syn jest drugą powieścią Meyera, która tak jak debiut odbiła się szerokim echem w świecie literackim, zyskując nominację do Nagrody Pulitzera.
/źródło: strona wydawcy/
----

Autor: Philipp Meyer 
Tytuł: Syn 
Tytuł oryginału: The Son
Tłumacz: Jędrzej Polak
Wydawnictwo: Czwarta Strona, 2016 
Liczba stron: 608 

Recenzja napisana we współpracy z portalem BiblioNETka, gdzie pierwotnie ukazał się powyższy tekst pt. "O Stanach bez zadęcia":



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz